Polskie cementownie tracą przewagę konkurencyjną. Import spoza UE, droga energia i ETS uderzają w branżę
Aby podnieść konkurencyjność branży cementowej, potrzebujemy kilku mechanizmów. Wdrożenie przez Unię Europejską mechanizmu, który wyrównuje szanse między producentami w kraju oraz spoza UE, czyli podatku węglowego, zwanego również CBAM, to jest dobra inicjatywa – mówi agencji Newseria Maciej Sypek, prezes Holcim Polska,
członka Stowarzyszenia Producentów Cementu.
Celem mechanizmu CBAM jest zapobieganie tzw. ucieczce emisji do krajów o niższych standardach polityki klimatycznej i środowiskowej. Dzieje się tak, gdy firmy przenoszą produkcję do miejsc, gdzie wymogi dotyczące dekarbonizacji są mniej rygorystyczne. CBAM obejmuje cement, żelazo i stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną i wodór.
Aby mechanizm CBAM realnie poprawił konkurencyjność, potrzebna jest jego szczelność. To oznacza, że materiały, produkty, w naszym wypadku cement importowany do Polski spoza Unii Europejskiej, powinien być kontrolowany. Powinna być weryfikowana jego emisyjność, która wynika ze składu tego cementu – uważa Maciej Sypek.
Jak wyjaśniają eksperci SPC, obecna klasyfikacja cementu w ramach CBAM nie opiera się na zawartości klinkieru, co ma bezpośrednie przełożenie na ślad węglowy i związaną z nim opłatę za emisję CO2. Do tego potrzebne jest m.in. zweryfikowanie ulg dla państw trzecich, uporządkowanie kwestii określenia kraju pochodzenia produktu czy weryfikacja podawanych przez producentów wartości emisji.
Bardzo istotne jest to, aby importerzy, którzy podlegają tym opłatom, płacili podatek węglowy. Mechanizm działa tak, że jest on nakładany po roku działalności. Ci, którzy importują w tym roku, będą płacić podatek w przyszłym – tłumaczy prezes Holcim Polska.
Importerzy z UE zobowiązani są do deklarowania emisji wynikających z importu i co roku oddają odpowiednią liczbę certyfikatów. Jeśli potrafią udowodnić, że cena za emisję dwutlenku węgla została już zapłacona podczas produkcji importowanych towarów, odpowiednia kwota może zostać odliczona.
Drugi mechanizm, który jest wart wdrożenia, to opracowany przez Komisję Europejską mechanizm pomocy publicznej dla przemysłu energochłonnego. Polega on na tym, że dla firm energochłonnych oferowane jest wsparcie w postaci ulgi albo obniżonej ceny za energię elektryczną. Środki zaoszczędzone w ten sposób mają być reinwestowane w technologie, które wspierają przemysł zdekarbonizowany – podkreśla Maciej Sypek.
Komisja Europejska wskazała wytyczne CISAF (Clean Industrial State Aid Framework), które pozwalają na opracowanie i wdrożenie programu stabilizacji cen energii elektrycznej dla branż energochłonnych na poziomie 50 euro/MWh. Warunkiem otrzymania wsparcia jest przeznaczenie co najmniej 50 proc. uzyskanej pomocy na realizację inwestycji w OZE, poprawę efektywności energetycznej czy też zwiększenie elastyczności zużycia energii.
Branża cementowa od wielu lat zdecydowanie podąża drogą dekarbonizacji. Zostały już poczynione szerokie inwestycje, a jeszcze większe są przed nami. Natomiast w aktualnym otoczeniu geopolitycznym należałoby pomyśleć o zyskaniu czasu, żeby móc postawić na inwestycje związane z obronnością i bezpieczeństwem energetycznym naszego kraju – uważa Mariusz Adamek, prezes Cementu Ożarów.
W ciągu najbliższych 10 lat do realizacji kluczowych projektów, w tym Tarczy Wschód, budowy schronów, bunkrów i miejsc schronienia, będzie potrzeba około 3 mln t cementu. Zapotrzebowanie na beton, którego składnikiem jest cement, do realizacji polskiej elektrowni jądrowej jest szacowane na ponad 1 mln m3. Budowa ma się rozpocząć w 2028 roku.
Jako branża oczekiwalibyśmy wydłużenia okresu redukcji wolnych alokacji CO2. W 2030 roku zostaniemy pozbawieni około połowy alokacji, a w 2034 roku musimy być już praktycznie zeroemisyjni. Jeśli chodzi o benchmark, do którego się odnosimy w przypadku wolnych alokacji ETS, chcemy, żeby był on na poziomie 690 kg na tonę klinkieru – podkreśla Mariusz Adamek.
W ramach obecnych regulacji liczba bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 dla producentów cementu jest obliczana na podstawie tzw. benchmarków. W związku z tym, że są one niższe niż rzeczywista emisja, ma to bezpośrednie przełożenie na spadek konkurencyjności przemysłu. System zakłada stopniowe wygaszanie darmowych uprawnień do 2034 roku.
Przed nami jest ogromne wyzwanie dotyczące wychwytu dwutlenku węgla i jego zatłaczania. Nie ma tu jeszcze pełnych regulacji rządowych, a one byłyby kołem zamachowym, żeby takie inwestycje móc przeprowadzić własnymi środkami. Dobrze byłoby też, żeby środki, które pochodzą z programu ETS, zasilały fundusz dekarbonizacji dla branży cementowej – zaznacza prezes Cementu Ożarów.
Dochody z systemu EU ETS trafiają głównie do budżetów krajowych. Państwa członkowskie muszą je przeznaczyć na wspieranie inwestycji w energię odnawialną, poprawę efektywności energetycznej i technologie niskoemisyjne, które pomagają zmniejszyć emisje, a tym samym koszty emisji dwutlenku węgla ponoszone przez przedsiębiorstwa.
Eksperci SPC wyliczają, że koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 w ramach EU ETS jest jednym z kluczowych czynników, który obniża konkurencyjność przemysłu cementowego w Polsce. Dotychczas ich ceny przekraczały już pułap 100 euro/t CO2, a prognozy na 2030 rok zapowiadają ich wzrost do 123–150 euro.
Branża wskazuje także na poważny problem, jakim są wysokie ceny energii. Z danych Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, podawanych przez SPC, wynika, że ceny energii w Polsce (w kontraktach terminowych na lata 2027–2028) wynoszą około 100 euro/MWh. W Hiszpanii i Francji wahają się między 50 a 53 euro/MWh, a w Niemczech są na poziomie 80 euro/MWh. W perspektywie 2030–2050 prognozowane przez Komisję Europejską hurtowe ceny energii dla przemysłu mogą osiągnąć nawet 130 euro za 1 MWh.
Rok 2026 będzie wyjątkowy na rynku budowlanym. Będzie to okres kumulacji inwestycji infrastrukturalnych wspieranych w ramach KPO. Z drugiej strony mamy czarnego łabędzia w postaci rosnących cen nośników energii i kosztów działalności. To jest czynnik ryzyka, którego jeszcze kilka miesięcy temu rynek się nie spodziewał. W związku z tym będzie to na pewno czynnik negatywnie wpływający na szanse związane z rozwojem rynku budowlanego – podkreśla Szymon Jungiewicz,
główny analityk rynku budowlanego w PMR Market Experts.
PMR Market Experts przygotował symulację wrażliwości polskiej gospodarki na efekty konfliktu na Bliskim Wschodzie i niepewności wywołującej m.in. wzrost cen paliwa. W scenariuszu „szoku naftowego” inflacja może wzrosnąć do 4,9 proc. w 2026 roku i do 6,2 proc. w 2027 roku wobec bazowych 3 proc.
Źródło: Newseria








